 |
Klatki na sekundę Forum o filmach animowanych
|
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Olla
Administrator
Dołączył: 27 Wrz 2010
Posty: 85
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: PL
|
Wysłany: Wto 23:11, 28 Wrz 2010 Temat postu: Księżniczka i żaba / Princess and the Frog |
|
|
The Princess and the Frog / Księżniczka i żaba
2009
produkcja: Disney Studio
reżyseria: Ron Clements, John Musker
scenariusz: Ron Clements, John Musker, Greg Erb, Jason Oremland, Don Hall... i inni
muzyka: Randy Newman
Każdy chyba zna motyw księcia zaklętego w żabę? Nie? To niech sobie przeczyta. Cała historia w wydaniu Studia Disneya zostaje przeniesiona do Ameryki lat dwudziestych. Główną bohaterką jest dziewczyna, która "bierze los w swoje ręce" i pragnie założyć własny interes. Tymczasem wiedźma w męskim wydaniu zamienia w żabę jazzmana-playboya. Los spotka dwojga głównych bohaterów płci przeciwnej i ich w sobie zakocha, stawiając na drodze rozmaite przeszkody.
Warto wspomnieć, że to pierwszy od pewnego czasu rysunkowy film Disneya, w dodatku pierwszy od czasu "Mulan" film księżniczkowy. Dlatego niektórzy czekali nań z niecierpliwością. Również warto wspomnieć, że po raz pierwszy w historii studia D. główni bohaterowie są ciemnoskórzy.
Ostatnio zmieniony przez Olla dnia Śro 17:36, 29 Wrz 2010, w całości zmieniany 3 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
martencja
Administrator
Dołączył: 27 Wrz 2010
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z Gdyni
|
Wysłany: Śro 13:39, 29 Wrz 2010 Temat postu: |
|
|
Ogółem uważam, że Disney już lepsze rzeczy robił. A główną zaletą filmu było to, że to takie odświeżające, wreszcie zobaczyć film animowany tradycyjną techniką! A moją ulubioną postacią w filmie był cień doktora Facilier;) I jeszcze miałam cały czas wrażenie, że lepiej by mi się ten film podobał bez dubbingu, w oryginalnej wersji... A pod koniec zaczęłam się podejrzewać o omamy wzrokowe, bo wyoczyłam, że gdy w jednej z ostatnich scen bohaterowie kupują w końcu wymarzony budynek, nad wejściem do biura wisi napis... po szwedzku! "Fastighetsförmedling", czyli pośrednictwo nieruchomości.
M.
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Olla
Administrator
Dołączył: 27 Wrz 2010
Posty: 85
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: PL
|
Wysłany: Śro 16:13, 29 Wrz 2010 Temat postu: |
|
|
Nom, cień rządzi!;) Podobało mi się też, jak zanimowano przyjaciółkę głównej bohaterki (a nawiasem, w tym filmie nie wspięto się na szczyt animacji, delikatnie mówiąc... raziło mnie to trochę). Podobała mi się końcowa scena ("Nie wiedziałam, że książę ma młodszego brata! Ile masz lat?" "Sześć." "E, tyle czekałam...";D).
W ogóle mi się zdaje, że to potworna łopatologia. Dali dwie bohaterki, z których jedna wzięła los w swoje ręce, a ta druga to miała być jej antytezą (że niby czeka, aż los jej coś ześle). Łopatologia pełną gębą. Na szczęście nie uczynili z tej przyjaciółki postaci negatywnej, choć z drugiej strony takie łamanie konwencji weszło już paradoksalnie w nawyk w holiwódzie. Już od "Shreka 2" mnie to nudzi i mam wrażenie że wciąż oglądam to samo. Może po prostu nie tam łamią tam, gdzie powinni?... Ech, niech w tej Ameryce zrobią wreszcie coś na miarę "Pięknej i bestii", "Aladyna" albo "Anastazji"...
|
|
Powrót do góry |
|
 |
martencja
Administrator
Dołączył: 27 Wrz 2010
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z Gdyni
|
Wysłany: Śro 21:33, 29 Wrz 2010 Temat postu: |
|
|
No ale nie oszukujmy się, tamte filmy też nie były jakieś szczególnie przełamujące konwencje. Poza tym, jak sama wiesz, nie przepadam za "Anastazją" (podobało mi się tylko kilka pojedynczych sekwencji i głos Cusacka;)), "Piękna i Bestia" też w sumie u mnie punktuje bardziej za stronę techniczną (jak na tamte czasy) niż fabularną... Za to "Aladyn" - no, "Aladyn" to już insza inszość:) A to, że tutaj nie wspięli się na wyżyny animacji - no cóż, co się dziwić, najwyraźniej po prostu, po tylu latach przerwy, wyszli z wprawy!:)
Ja się przez cały film spodziewałam, że przyjaciółka okaże się wredną jędzą i byłam mile zaskoczona, że jednak nie. Swoją drogą dubbing tej postaci chyba najbardziej mi się podobał, ale to pewnie dlatego, bo łatwiej jest grać tak karykaturalnie niż na poważnie. I chyba nie "czeka, co jej los ześle", tylko co jej tatuś kupi/załatwi:)!
I niezły w sumie mieli pomysł, jak wybrnąć z problemu odczarowania bohaterów, z braku w okolicy księżniczek: po tym, jak bohaterka wyszła za księcia, stała się księżniczką. Sprytne:)!
Mimo wszystko mam nadzieję, że ten film zarobi, ile trzeba, żeby Disney i reszta nie zarzucili robienia tradycyjnie animowanych filmów już na zawsze.
M.
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Olla
Administrator
Dołączył: 27 Wrz 2010
Posty: 85
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: PL
|
Wysłany: Śro 23:00, 29 Wrz 2010 Temat postu: |
|
|
Ale mi właśnie nie chodzi o to, żeby przełamywać jakieś tam konwencje. Szczerze mówiąc, takie schematy mnie jakoś szczególnie nie interesują. Niebezpieczeństwem przełamywania konwencji jest to, że widz cały czas myśli o tej konwencji i o niczym innym;) Podobnie jak superekstramegagiga nowinki techniczne - one mnie też mało obchodzą.
A z tym sprytnym rozwiązaniem - owszem, bardzo sprytne!;)
I co do przyjaciółki - może to dziwne, ale ja już od początkowej sceny czytania baśni się zaczęłam domyślać, że ona jednak nie będzie żadną jędzą:) Tzn.: o, to będzie coś nowego! Przełamanie konwencji!;)
|
|
Powrót do góry |
|
 |
martencja
Administrator
Dołączył: 27 Wrz 2010
Posty: 119
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z Gdyni
|
Wysłany: Wto 20:33, 21 Gru 2010 Temat postu: |
|
|
Obejrzenie "Zaplątanych" skłoniło mnie do refleksji nad ścieżką dźwiękową w "Księżniczce i żabie" (to chyba naturalne, że te dwa filmy w sposób nieunikniony będą tu pod różnymi względami porównywane). Otóż muszę powiedzieć, że oprawa muzyczna, szczególnie piosenki, to coś, co moim zdaniem dużo lepiej wyszło twórcom "Księżniczki i żaby". Zresztą, co tu się dziwić - umiejscowienie akcji w Nowym Orleanie zobowiązuje! No i Randy Newman to nieco innej klasy kompozytor niż Alan Menken (z całym szacunkiem dla tego ostatniego;]). Nie są to może wyżyny sztuki muzycznej, ale piosenki są ładne, wpadają w ucho i wzbogacają akcję filmu, a nie przeszkadzają jej (czego niestety nie mogę powiedzieć o większości piosenek w "Zaplątanych").
Wydaje mi się, że na szczególną uwagę zasługuje "Almost there", nawet jeżeli nie ze względów muzycznych, to wizualnych: kto wie, czy nie jest to najciekawsza sekwencja w filmie:)
Acha, i jeszcze muszę dodać, że nie mogę nie pochwalać filmu, którego jednym z głównych morałów jest, żeby nie pracować zbyt ciężko:P
M.
Ostatnio zmieniony przez martencja dnia Wto 20:42, 21 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|